RSS
 

Subiektywne komentarze rzeczywistości

Kampanie wyborcze A.D. 2015
— z nieustającym porównaniem do Średniowiecza?

Cóż, samo porównanie wydaje się być krzywdzącym. Wręcz obelżywym zarówno dla Pana Prezydenta jak i PiS-u. Prawdopodobnie gniew, złość i zawód przegraną, doprowadziły PO do celowo fałszywego i mylnego porównania w obronie własnej, ale także przyrównały je do starożytnego cesarstwa (sic!). Zastanawia mnie w jakim sensie porównanie może być adekwatnym, bo jeżeli mówimy o Średniowieczu, to mówmy także o zmierzchu Starożytności, co za tym idzie o końcu panowania (sic!).  Upadek Bizancjum zaowocował nowym czasem w historii dziejów. Jeśli mówimy o następstwie (Średniowieczu), koniecznym szukanie przyczyny (Starożytność). Z czasów starożytnych czerpiemy jako ludzkość do nadal. Rozbudowujemy system dróg i ulepszamy akwedukty. Meliorację w niektórych częściach globu budujemy technikami podobnymi. Rzemiosła starożytne jak dla przykładu fach złodzieja, kupca, złotnika, filozofa, stolarza, balwierza, ladacznicy, lichwiarza i wiele innych, przetrwały. Pierwszy system monetarny miał początki właśnie wtedy. Podobnie system kar. Generalnie, można by było pokusić się o teorię, że okres Antyku był „Zieloną Wyspą” dziejów ludzkości. Tu trzeba jednak całkowicie pominąć wysoki koszt wzrostu Bizancjum. Do nadal podziwiamy wzniesione wówczas budowle, lecz z własnej wygody nie wspominamy niewolniczej pracy budowniczych, którzy w znoju codzienności tracili życie. Czyżby eksperci od PR-u nie mieli zielonego pojęcia o nieadekwatności porównania? Żadnych danych statystycznych na temat wzrostu nędzy i samobójstw pod rządami PO? Niewiarygodne, zapowiadają powrót Średniowiecza, a nie mają pojęcia o Antyku którym się szczycą! 

Gdyby było dobrze, nie byłoby zmian, które nie odbywają się w ciągu jednego dnia lecz kumulują w czasie. Zmian pozornie niewielkich, aczkolwiek o spektakularnym finiszu. Z braku danych, lub szczątkowej ich ilości nie wiemy jak żyło się ludziom przed czasami starożytnymi. Owszem, pozostały ślady po człowieku, ale przekaz z piktografów nie jest dla nas czytelnym na tyle, by mieć absolutną pewnoś, że żyło się źle. Pewnym jest to, że ewolucja wymusza na ludzkości zmiany. Ludzkość ewoluując tych zmian pożąda. Zmierzch Starożytności wyznacza nowe etapy w dziejach ludzkości. Etapy, które naprzemiennie wracają do starego, lub prą ku nowemu, nieznanemu i odkrywczemu. Średniowiecze spowolniło parcie na oślep ku rozwojowi technicznemu, ale wniosło system zasad i norm moralnych, a przede wszystkim zastopowało falę niewolniczego wyzysku. Dopomogło systematyzacji, było koniecznym w fazach rozwojowych. Bez Średniowiecza nie byłoby współczesności, ale także nikt nie pokusiłby się ocenie Starożytności z obawy przed karą. PO szczując PiS-em przez obie kampanie wskazuje jednoznacznie w swoim kierunku na własny upadek. Prawdopodobnie podłożem jest lęk przed rozliczeniem minionych lat niepodzielnych rządów. Tylko jak nisko muszą oceniać analitycy ich elektorat, skoro kampanię zakotwiczono na nieadekwatnym porównaniu?

Człowiek w swej naturze jest chętny wszelkim porównaniom. Jeżeli chcemy przyrównać prezydenturę dr Andrzeja Dudy do Średniowiecza, czy powrót PiS-u do władzy, nie unikniemy własnej dyskredytacji. Takie porównanie z pobudek negatywnych wskazuje na naszą ignorancję. Jest bezpośrednim, imiennym podpisem pod każdym niegodnym i niemoralnym działaniem dotychczasowego rządu PO. Podaniem dłoni złodziejowi, który przed momentem okradł nas do cna i zgwałcił. Na domiar złego temu złodziejowi pomagamy zabić własne dzieci, wyrażając słowa ubolewania nad jego ciężkim, złodziejskim losem. Ot, nieracjonalne zauroczenie i sympatyzowanie z oprawcą. W procesach karnych, gdy dowody jednoznacznie wskazują przestępcę, jego szanse wygranej spadają radykalnie. Nie zapominajmy o tym, że oskarżony kłamie, zaprzecza zdarzeniom, bo zwyczajnie ma do tego prawo, ale pozostańmy świadomi tego, że jeśli jakakolwiek osoba w przestępstwie pomaga, bierze w nim aktywny udział. Warto żeby doczesny elektorat PO rozważył własny stopień zaangażowania w kolejne afery rządu, bo złodziejowi pomagają w pełni świadomie jedynie złodzieje. Niepoczytalność zagorzałych sympatyków PO chwilowo oddalmy. Temat skomplikowany niczym ruchome piaski i porywisty jak nurt rzeczny, natomiast sama partia kreowana jest na bardziej prawą i sprawiedliwą niż sama Temida. W związku z tym hejt nie ustaje, a dalej informacji o efektach pozornych prac rządu nie ma.

Wspomnijmy przed nastaniem ciszy wyborczej, że w Polsce przez osiem minionych lat panowało dwóch, a nawet trzech władców: Cesarz Bronisław znany „(…) konkretnie z całej Polski”, Gladiator Donald vel „(…)radźcie sobie sami” oraz Caryca Ewa „(…)przekopaliśmy na metr w głąb(…)”. Trójka politycznych geniuszy kłamstwa! Zbudowali społeczeństwu mit „Zielonej Wyspy” na archipelagu Unii Europejskiej pod rządami Angeli. Tu dla nich ogromne brawa i wyrazy uznania – o ile dla przestępstwa można wyrazić podziw – bo doprowadzili własny mit do perfekcji! Uwierzył w niego cały Świat. Świat, który po wygranej dr Andrzeja Dudy, aż wstrzymał oddech! Nie możemy się temu dziwić, mit był bardzo mocny i potwierdzany bezustannie. Proste i skuteczne. Sami twórcy tegoż mitu bez większych problemów wierzyli we własną bajkę, a wiara działa cuda. Prawdopodobnie wykrywacz kłamstw by się zagubił i też uwierzył. Ostatecznie jeżeli najgorsze kłamstwo jest wielokrotnie powtarzanym staje się prawdą. Niestety tutaj myślenie życzeniowe zamieniło się w głęboką i ślepą ufność pochodzące z mandatu społecznego zaufania.

Gdyby pozostać wiernym konstruktowi o tym, że prawdziwa władza kryje się za tronem, to gdzie ona była przez te lata faktycznie? Kto realnie decydował o losach kraju i komu był „na rękę” eksodus Polaków? Załóżmy że proces przebiega nie od 8 lat, a od 26. Ile to zmienia? Panując niepodzielnie, ślepo uznając zwierzchnictwo UE, pobierali apanaże godne królów, niewiele rzucając ochłapów z pańskiego stołu. To zaledwie pierwszy z elementów pozwalających na porównanie do dygnitarzy partyjnych PRL-u, zamiast do Bizancjum. Kolejne ustawy przez rząd PO wprowadzane (zakaz zgromadzeń; ograniczenie swobody wypowiedzi; niejawność ustaleń rządu wobec obywateli; etc.), rozbudowanie administracji państwowej i wiele innych czynników nasuwa samoistnie analogię do tamtych czasów. Samego porównania nigdy być nie powinno, ono świadczy ewidentnie o tym, że żadnej zmiany ustrojowej nie przechodziliśmy. Zmieniono jedynie nazwę z ówczesnego Polska Rzeczpospolita Ludowa na Rzeczpospolitą Polską majstrując niedbale przy godle. Lud ucieszył się w aprobacie zmiany i stracił pamięć czynów przy nazwiskach, a wszystko działo się pod nieustającymi igrzyskami Okrągłego Stołu.

Wracając do porównania Średniowiecza ze Starożytnością, nie można umniejszać zasług ani rządzącej partii, ani też samego cesarstwa.  Ostatecznie bez upadku Bizancum, Średniowiecza by nie było, bez upadku PO nigdy nie poznali byśmy prawdziwych przyczyn słabej kondycji „Zielonej Wyspy”. Średniowieczny system feudalny po kilku „liftingach” funkcjonuje do nadal. Współcześnie dysponujemy nowinkami technologicznymi, jesteśmy światli, doskonalimy przepisy prawa i kultywujemy średniowieczne tradycje bez refleksji nad sobą. Mimo iż dokonuje się na naszych oczach i za naszym czynnym udziałem rewolucja obyczajowa, mimo iż upłynęło wiele lat od epoki Średniowiecza, nie jesteśmy w stanie odejść wolicjonalnie od kodeksu Hammurabiego. To pozostaje niezmiennym. W swojej naturze mamy zakodowaną obronę prywatnej strefy za wszelką cenę. Tego nie uczyli teolodzy średniowieczni. Wystarczy zmusić się do lektury z epoki, by wyciągnąć wniosek o zezwierzęceniu współczesności. „Trzy Rozprawy” Erazma z Rotterdamu mimo że pisane językiem czytelnym, miały większe grono czytelników średniowiecznych niż „Pismo Święte” obecnie. Na chwałę dla naszych czasów to się nie składa. Może stąd bije źródło nienawiści od zwolenników PO? Może w ograniczeniu umysłowym należy szukać współczesnych Faryzeuszy? Oni nie wiedzą o tym, że wzrost ducha jest bardziej istotny niż ilość mamony. Rząd popełnił radykalny błąd zmuszając naród do wzrostu ducha przez podniesienie podatków i brak zrównania płac z poziomem europejskim. Posłowie PO byli tak mocno obywatelscy, że najmniej inteligentny obywatel rozumiał ich persyflaż. Z silnego ucisku nie sposób zdobyć jakiekolwiek głosy wyborcze prócz dodrukowanych.

Politycy PO zrobili wiele po to, by zepsuć jeszcze więcej. Histeria przed utratą władzy działa na wyborców niczym płachta na byka. Niektórych z zachowań nie da się wyjaśnić inaczej, niż panicznym lękiem przed Sądem Ostatecznym. Chyba właśnie tego oczekują, bo kampania nienawiści doprowadzi do tego siłą rzeczy. Szkoda tylko tego, że akurat średniowieczna Polska przeżywała swój rozkwit, ale tego nie przypomniano.

Polska Demokracja
— oczami Kowalskiego

Po minionym ćwierćwieczu należy pokusić się o pierwsze podsumowania zmiany ustrojowej w kraju bloku wschodniego. Dopiero w chwili obecnej można powiedzieć o tym, że kompletnie nic się nie zmieniło. Owszem, mamy bogatszy wybór dóbr konsumpcyjnych, dostęp do internetu, możemy jeździć po Europie bez Paszportów, jesteśmy objęci strefą wolnego handlu i wiele innych argumentów wysuwanych przez kolejne rządy w ramach kiełbasy wyborczej jest nam znane, ale co konkretnie przyniosła zwykłemu Kowalskiemu bezkrwawa rewolucja? Jakie korzyści czerpie Polak ze wszystkich następujących w czasie zmian? Kim jest i jak widzi siebie?

Przede wszystkim naszą polską wizję siebie na tle społeczeństwa kształtują media, bo telewizja i radio jeszcze dominują w codzienności Polaków, a od czytania prasy zwyczajnie odeszliśmy. Niestety nie są ani obiektywnym przekazem, ani wzbogacającym życie kulturalne, nawet nie poszerzają horyzontów, jedynie powielają szereg narzuconych dyrektyw zagranicznego kapitału. Szprycują Polaków „wiedzą tajemną” o tym w jakim nastroju wstał Premier, dokąd pojechał najnowszym modelem pociągu prześmiewczo zwanego „Pędem w dolinę”, który proszek do prania jest ekspertem, która stylizacja wizerunku już jest passè, i którą partię polityczną musimy wybrać, bo tylko jedna jest właściwą. Przeciętnemu Kowalskiemu w tym aspekcie życia nic się nie zmieniło. Jak było za PRL-u, tak jest nadal i medialny przekaz zapowiada trwałość tego stanu na wieki wieków. Akcent słowa „Amen” nie jest ani modnym ani poszukiwanym, wręcz przeciwnie jest niegodnym, bo aż nadto religijnym. Tu Kowalskiego nieco zbito z pantałyku, bo to stary system gnębił wiarę i kościół represjami rzadko kiedy wychodzącymi na światło dzienne w sposób bezpośredniego, głośnego, telewizyjnego przekazu. Kowalski praktykuje wiarę do nadal, aczkolwiek w ostatnim czasie przestał o tym fakcie mówić w nieznanym otoczeniu. Faktem jest że spiker nie siedzi w wojskowym mundurze, że I Sekretarz KC PZPR nie przemawia przez kineskop kultowego „Rubina” a obowiązek służby wojskowej zdjęto, ale też nie ulega wątpliwości, że powrócił system monopartyjny. Tu Kowalskiemu już zaczyna brakować tchu, bo w wyniku „wolnych wyborów” nawet prawo wyborcze mu ograniczono a indoktrynacji jednym haustem nie zdołał połknąć. Teoretycznie może wybierać między partią rządzącą a tą która rządzić będzie, praktycznie zaś musi dokonać wyboru spośród znanych od lat twarzy. Partyjny beton zalał scenę polityczną tak bardzo trwale, że w ramach wymiany pokoleń nazwiska pozostały te same, a migracja międzypartyjna ogłupiła miliony Kowalskich. Medialny przekaz pozostaje niezmienny od lat i zawęża się do jedynie słusznego wyboru, czyli pozostawienia u władzy dotychczasowego rządu prześwietlającego obywateli na wskroś, drenującego portfele do cna, przekopującego na metr w głąb i łudzącego wizją przyszłości godną Don Kichota, bo inaczej… wszystkie kluby nocne zostaną zamkniętę, nastąpi czas prohibicji, kapliczki modlitewne będą na każdym rogu ulicy, do szkół powrócą krzyże i mundurki w miejsce wyłuzdania i rozpasania moralnego. Dodatkowo zamiast nieetycznych lekcji wychowania seksualnego o samozaspokajaniu popędu płciowego wejdą ewangelizujące nauki o prawym życiu nawróconych jawnogrzesznic.

Kowalski będąc Polakiem z krwi i kości wielokrotnie chciał powrotu starego nie po to, by mieć nad sobą bicz, lecz po to, by powrócił stan względnej stabilości. Łudzono go hasłami z przesłaniem: „Żeby Polska była Polską” naprzemiennie z „By żyło się lepiej” i tego właśnie chciał — lepszego życia. Z tego powodu wyraził akceptację dla Unii Europejskiej, idąc za ciosem aprobował kolejne zmiany przepisów, podpisał umowę o hipoteczny kredyt we frankach, zmienił samochód i czekał na realizację złożonych obietnic. Niestety doświadczał coraz to gorszych przeżyć, w równomiernym tempie tracąc wszystko z własnej suwerenności, a na sam koniec niepodzielnego panowania jedynie słusznego rządu rozczarowano go defraudacją OFE i zaszczuto wszechobecnym hejtem.

Kowalski nie z tych, co by sobie nie poradzili! Polski reżim wypił z mlekiem matki, przesiąknął partyjną nomenklaturą, płacił spolegliwie wszystkie drakońskie podatki i opłaty poboczne, aż w końcu przestało mu się chcieć. Cóż miał czynić skoro utrzymywał ze swojej pensji wszystkich kolejnych postpeerelowskich emerytów, pseudo rencistów od zawsze niezdolnych do pracy, urzędników państwowych w gronie stale rosnącym, kolejnych nowych Ministrów do zadań nieznanych i partię politykierów karmionych ośmiorniczkami. Jako prawdziwy Polak nabierał w czasie przekonania, że musi się jakoś bronić skoro wybrać można albo partyjny beton, albo dla odmiany bezpartyjne latorośle tegoż betonu, wybierał dla siebie najlepsze rozwiązania. Wziął na serio termin „Demokracja” i od tej chwili postępował zgodnie z jej zasadami. Robił wyłącznie to, co było konieczne: oficjalnie pracował dalej na umowę o pracę  pobocznie zarabiając wielokrotność tego, co na papierze wykazano, bo taki przykład pochodził od rządzących polityków-biznesmenów. W niczym nie odbiegał swoim zachowaniem od rządowych autorytetów, a jako mocno wierząca osoba uwierzył głęboko w to, że trzeba brać przykład „z góry”. Tym samym demokratycznie traktował każdego napotkanego na swojej drodze człowieka. Nie to, żeby czynił drugiemu co sobie niemiłe, ale nadzwyczajnie miłym i pomocnym nie był. Jego rodzinę ogarnął duch reżimowej musztry z nadrzędną powściągliwością i presją domowej cenzury. Dzieci nauczał walki o przetrwanie w skrajnie nieprzyjaznych warunkach po to, by dały sobie radę w życiu. Efektem tego określenie „demokracja” zastąpił znacznie głębszym i bardziej wymownym nowotworem językowym: „dymokracja”, a zapytany: — Dlaczego tak? — odpowiadał wyczerpująco ze stoickim spokojem: — Bo w tym kraju niezmiennie jeden drugiego dyma.

Linki do innych moich subiektywnych komentarzy:
walka z terroryzmem
Psychomanipulacja
o czytaniu
Życzenia
cisza wyborcza
Zmiany
Polacy penitentami?
kontekst banków w wykluczeniu

Dodaj komentarz