RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘relacja’

Zła wola

16 maj

– mechanizm plotki a społeczne wykluczenie

 

Temat obecnie wrażliwy, bo kolejne rządy szumnie przeciwdziałają wykluczeniu. Niestety nie przeciwdziałają plotce, jej używają sprawnie przeciwko obozom sprzecznym. Cóż, nie bez kozery przyrównano politykę do dziewek sprzedajnych, zasadniczo nie ma co roztrząsać, trzeba nad tematem przejść do “porządku dziennego”. Określenia z plenum KC PZPR zna cała Polska, więc tekst raczej zrozumiały i nadal używany.

Aktualnie Polska żyje polityką, jak na czas dekomunizacji przystało, więc narastają plotki. O ile łatwo jest podać dementi w przypadku dysponowania mediami, o tyle pozostaje on poza możliwościami przeciętnego Polaka, bo na podobne próby czeka odpowiedni wydział walki z (?).

Pomijam tu rangę możliwości poznawczych Kowalskiego, z powodu ich ograniczonego zasobu, tudzież znaczącego braku. Skłonność nadrzędną i determinującą, dominującą w społeczeństwie, czyli ogromną chęć powielania treści, które wykluczono spod możliwości sprawdzenia.

Wystarczy że ktoś delikatnie mądrzejszy od własnego słuchacza, lub pozornie uznany za autorytet, wystawi etykietę osobie trzeciej, by w danej społeczności pogrążyć ją w bezkresie ubóstwa.

Nie istnieje wówczas prawda, bo nie intencje się liczą, a efekty. To powiedzenie niejeden sen z oczu przepędziło skutecznie, lecz w świecie wyrażonym przez efekty policzalne pieniądzem, może pozostać bez pomocy każdy, kto został plotką poniżony, bo tej nie udowodnimy.

Gdy plotka powstała w przeddzień niekorzystnych dla nas zdarzeń, to właśnie miała na celu, żeby nikt nie pomógł, a kiedy dotarła do nas, możemy śmiało spocząć za życia we własnej mogile. Nic nie szkodzi że posiadamy dokumenty dowodzące naszej krzywdy z lat ubiegłych, plotka rośnie i jest powielana.

Doskonałość mechanizmu plotki leży w tym, że po pewnym czasie wszyscy potwierdzą pod wariografem jej prawdę, bo uważając siebie za jedyny i nieomylny autorytet, aż tak silnie wierzą w siebie. Chcą prawdy dla własnej myśli, nie dostrzegają w ogóle plotki, a jedyną „obiegową prawdę”. Zrobią wszystko, by dowieść swojej nieomylności. Umrą dla własnej prawdy.

Jaką wściekłość wywoła wtedy w nich zderzenie z dokumentem omylnego myślenia? Nie uwierzą w swoją niekompetencję, bo ona udowodni ich głupotę. Są sobie autorytetem, powinni być uznani przez innych. Tego oczekują, uznania dla wyjątkowej mądrości. Prospołeczni orędownicy jedynej (własnej) wersji zdarzeń. Tu wystarczy zerwać z delikwentem kontakt, aby móc gromadzić dokumenty stalkingu. Będą na pewno, bo hamulców podobne unikaty nie mają.

Tylko co poradzić na sytuację, w której głupcem in folio zaczyna być osoba społecznie uznana za autorytet?

Co powinno zrobić otoczenie, kiedy oszust i złodziej był lokalnym autorytetem, a chcąc odciągnąć oczy innych od siebie, wskazał celowo kogoś innego?

Dowody jego zbrodni nie istnieją, bo wiedząc o ich potencjalnej szkodliwości, usuwał je na bieżąco. Wiedział i widział wszystko, miał zaufanie, więc nie uwierzy nikt w zarzuty przeciwko niemu. Taka tam, wersja współczesna oficera prowadzącego.

Ten człowiek wśród innych, niczym potulny i dobrotliwy staruszek, pozostanie pamięcią krzywdy u każdego, kogo chciał i wykorzystał do własnych celów. Pod wszakże jednym warunkiem: Jeśli jego ofiary pozwolą mu dożyć sędziwego wieku.

Za celowe wywołanie ubóstwa u kogoś innego, nie odpowie nigdy, bo dowody niszczył. Te akurat najłatwiej. Polskie prawo jasno stanowi karę dla pomówień, stalkingu i składania fałszywych zeznań. Tylko jednego w nim nie ma, wystarczającego dowodu. Czym może takowy być, skoro Policja odmawia wyjazdu do włamań?

Nie wiem czym, nie wiem skąd i nie wiem gdzie, bo nic nie wystarczy. W tym kraju nawet nasz dowód osobisty niczego nie dowodzi, gdy zdjęcie nadmiernie odmładza; odchudza; postarza. Już nie patrzy się na cechy szczególne czaszki, tylko powierzchownie, po atrakcyjności.

Wykluczenie społeczne to nie tylko brak jedzenia, środków do życia, ale nadmiar obaw przy wyjściu z domu. To jest psychoza strachu przed bezprawiem wśród ludzi, bo zawsze wystawiane są etykiety na tych, którzy nie przepadają za mówieniem o sobie, piciem i upokarzaniem innych. Tym samym zyskują czystość sumienia przed sobą samym, ale po czasie zyskując najgorsze miano, wkraczają w inny wymiar społecznego wykluczenia. Tego, które jest celowo niezauważalne, bo dla biernych obserwatorów oznacza paragrafy za klapki na oczach.

W Polsce łatwiej patrzeć tak, by nic nie kosztowało. To, co jest naprawdę passé, rzadko kiedy zbiega się z modą, więc jak ktoś pije, wszyscy piją, a jak ty nie pijesz, znaczy że kłamiesz, bo albo przestałeś przez zdrowie, albo jesteś zaszyty, albo jeszcze alkoholizmu nie udowodnili. Stała metoda wnioskowania, przenieść ją można na każdą oktywność. Z podobnego myślenia najłatwiej uczynić plotkę.

Starą metodą jest wnioskowanie rodem z PRL-u: Jak nie pijesz, donosisz, a jak nie donosisz, kradniesz.

Czego wtedy nie było a być powinno?

Wyrozumiałości dla rogatywki spod harcerskiego munduru. Do wszystkich Zuchów, Druhów i Druhen: Czuwaj!

Może jednak wypijmy?

~~~© by Agar~ 16 maja 2017 r.~

 

Dywagacje nad prawością

08 gru

Gdzie jest Polska w XXI wieku?

Już niby nie jesteśmy krajem komunistycznym, niby wszystko powinno układać się należycie, jednak coś jakby nie chciało zatrybić. Społeczeństwo jest stare, z uwagi na brak jakiejkolwiek pomocy państwa w życiu obywateli, po długich latach drenażu portfeli, dogorywamy. Pośrednio dzieje się tak za sprawą grabieży środków z OFE, które miały gwarantować zachowanie ciągłości, lecz ich zniknięciem zasponsorowano nam – Polakom – zamiast wizji przyszłości, brak chęci do życia.

Kolejne modernizacje struktur państwowych, których pierwotnym celem miała być pomoc, pozostały konstruktem teoretycznym, można powiedzieć, że udało się wykorzenić część narodu, lecz raczej nie o tę część chodziło w założeniu. Niby jeszcze jesteśmy, niby dalej trwamy, ale między 30 a 50 rokiem życia, przeciętny Kowalski nie posiada kompletnie nic, o ile nie ma ochoty utrzymywać banków niewiadomego pochodzenia, nie zdąży dożyć do wieku emerytalnego, bo konieczność utrzymywania świadczeń wypłacanych emerytom pracującym na kilku etatach w ramach „dorabiania”, skutecznie odbiera tak pieniądze z budżetu, jak miejsca pracy i do tego jeszcze jedzenie ze stołu najmłodszych. Nic to dla emeryta, bo uważa, że ZuS płacił na siebie. Ups, a to już jest jego problem, niech spróbuje zapłacić go za siebie teraz, albo niech przestanie odbierać pracę młodszym!

Niestety, prawda jest naga i ma tendencję rozwoju w czasie. Czas nie sprzyja, bo nie potwierdza błędnych przekonań, jedynie dostarcza kolejnych danych. Dane nigdy nie są adekwatne, bo każdy czyta jak chce. Naprawdę, czy nikt nie wspomni teraz faktu o tym, że ZuS nie był w początkowej fazie istnienia obowiązkowy? Nikt nie ma wspomnienia o potrącanych składkach na poziomie 2% wynagrodzenia? No, było tak, że emerytów nie było, a ci, którzy przeżyli II WŚ, albo pozostawali na utrzymaniu ubogich rodzin, albo umierali i wcale nie z dobrobytu.

„Chcę” jako pojęcie względne, oczywiście nie oznacza jednorazowej tendencji, lecz wielokrotną powtarzalność w czasie z iście polskim akcentem przewagi dla „nie chcę” i tak właśnie przyjęto we wczesnych latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, że w Polsce znaczenie będzie miało jedynie „chcę”, lecz przez końcowe „muszę”, które pierwszy raz usłyszano z ust L.Wałęsy w okolicach 1989 roku. Ponieważ słowa zapamiętano, pozwolono im kształtować system wartości. Nikt nie musi wykonywać bezrefleksyjnie poleceń innej osoby o ile nie został pozbawiony praw! Pozbawienie praw zawsze odbywa się na mocy wyroku sądowego, który musi się uprawomocnić. Bez tego nikt nic nie musi, a jego „Muszę” wynika wyłącznie z wewnętrznego przekonania.

Im starszy człowiek, tym bardziej wbity w przekonanie zasadności co i kto musi. Jego zdaniem każdy musi, jak i on musiał. Gdy wzrastał, autorytety nie mogły być podważane, ale obecnie nawet to uległo zmianie. Znaczenia dla „starszych” nie ma różnica technologii, czasu, jego strefy czy różnorodność życia obfitującego formami. Nie, bo każdy „musi” według określonego skryptu bez nazwy, podążać w kierunku „chciejnego” zaślepienia, inaczej jest zły.

Chyba gorszego przekłamania powielonego w czasie być nie może.

~~~©~by~Agar~~~
za pomocą programu blog.pl dla Androida

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii opowiadanie, relacja

 

Zaspokojenie

06 gru

Jak długo można milczeć i bagatelizować własne potrzeby?

Zakładając, że człowiek dąży do zaspokajania potrzeb w celu unikania niepotrzebnych napięć, kieruje aktywność tak, by potrzebę zaspokoić. Jeżeli niemożność zaspokojenia utrzymuje się w czasie, potrzeba nie znika, dyskomfort jednostki narasta, wraz z nim narasta frustracja i gniew. Dalej pozostaje szukanie aktywności najmniej szkodliwej, która przynosi namiastkę zaspokojenia potrzeby.

Namiastka zaspokojenia potrzeby nie prowadzi do szczęścia. Jest pozornym i chwilowym pozyskaniem względnego zadowolenia, lecz zwyczajowo nie towarzyszy temu pożądana eksplozja, napięcie nie ustępuje. Dyskomfort pogłębiany w czasie i przeświadczenie o negatywnym skutku kolejnej aktywności, prowadzą bezpośrednio w objęcia uzależnień, które potocznie nazywane „nałogami” pozwalają przez czas bliżej nieokreślony na rozluźnienie.

Zastępnik zaspokajania potrzeb działa przez czas określony, oddala od myśli niespełnienia, czasami odbiera świadomość i czasami zdarzenia towarzyszące jego przyjmowaniu, czynią go znacznie atrakcyjniejszym od dobrze znanych, chwilowo nieosiągalnych form zaspokojenia potrzeb. Szybko zastępniki przejmują rolę pierwotnej potrzeby, przesunięcie aktywności jest niemal niezauważalnym, a dopóki jednostka nie przeżyje szoku związanego z konsekwencjami sięgania po zastępniki, nic nie będzie w stanie odciągnąć jej od szczątkowej formy zaspokojenia.

Szczątkowe formy zaspokojenia, pozwalają powtarzać dowolnie aktywność napięcie obniżającą. Skuteczność dobiera jednostka sama, sama dozuje i sama nie zdaje sobie sprawy ze szkodliwości działania. Działanie szybko nabiera cech uzależnienia, kompulsywność powtórzeń przysparza dodatkowego dyskomfortu, powoduje zapętlenie myśli na obiekcie chwilowego rozluźnienia, a błędy wynikające z rozdrażnienia brakiem możliwości dostarczenia rozluźnienia, wpływają coraz bardziej niekorzystnie na organizm.

Mechanizm błędnego koła wciąga bezustannie głębiej. Z pierwszego planu znikają w czasie przyczyny, pozostają skutki i one wzmagają na sile. Pojawia się lęk, usztywnienie mięśniowe, zmienny rytm pracy serca i niekiedy zaburzenia oddechowe. Konieczność znoszenia takich objawów, dyktuje sięganie po większe ilości  bardziej skutecznych form zastępników. Tym samym z pola widzenia znika pierwotna potrzeba, frustracja niezaspokojenia narasta, zastępniki nie dostarczają rozwiązania problemu, a jednostka zamienia względny dobrostan na nieszczęśliwy ciąg zdarzeń wywołujący spotęgowany lęk.

~~~©~by~Agar~~~
za pomocą programu blog.pl dla Androida

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii relacja

 

Telekomunikacyjna awaria

02 lis

Oj tak, oj nie, oj!

Przyzwyczailiśmy się z ogromną łatwością do dostępności sieci.
Z bankomatów, telefonów, komputerów i urządzeń które w nieco inny, aczkolwiek zbieżny sposób ułatwiają naszą codzienność, korzystamy ochoczo. Kiedy ograniczenie sieciowe nie zależy od nas tylko czynników zewnętrznych, popadamy w panikę graniczącą z apopleksją i żądamy natychmiastowego cudu. Cud ma polegać na przywróceniu sytuacji poprzedzającej kryzys.

Niestety, jak na każdym etapie rozwoju, wejście w fazę plateau  określaną jako pozorne utrzymanie stagnacji, nie musi być korzystne dla jednostki. Cieszy człowieka utrzymanie na szczycie hiperboli, co zrobi wtedy, gdy szczyt się dla niego znajdzie na minusie? Ostatecznie wtedy, gdy zależy coś wyłącznie od nas samych, jesteśmy przekonani o sprawstwie, nie przychodzą myśli o pogorszeniu sytuacji, a nawet jeżeli, nic nie przepowiada długoterminowości i pozostajemy głęboko rozczarowani. Zawód z żalem mają przypadłość potęgowania się. Ich kumulacja prowadzi do tego samego wyniku jaki obserwujemy w rozmaitych grach hazardowych.

Tam teoretycznie zakładamy możliwość straty, w życiu raczej nigdy. Wywrotowe nieco podejście do atrakcyjności, lecz taką jest właśnie gra: atrakcyjną. Gramy w teatrze życia, gramy markując, gramy zdobywając, gramy spadając, bo wówczas ugrać chcemy upadek o najniższej stracie.

Czy jest to w ogóle możliwe? Jak pokazuje banalny przykład przestoju pracy w jednej z sieci telekomunikacyjnych, koszt może przewyższać wielokrotnie ewentualne korzyści. Korzyść miał operator, a straty? Pozostaną przemilczane, bo Polak narzekać umie, jest z tego znany, nikt go słuchać nie będzie, a szkoda. Szkoda straconych minut, znajomości, zleceń, umów, własnej twarzy na niwie zawodowej, koleżeńskiej, „czy”. ”Czy” jest zależnym czynnikiem od jednostki i dopóki ona nie powie o poniesionych stratach, otoczenie uzna, że takowych nie było. Nic bardziej mylnego, jedynie ci, którzy spali, strat nie ponieśli, bo Morfeusz zwyczajnie oddalił kolejny raz od nich bieżące dane o braku danych.

Tu nieco drwiąco z mojej strony, lecz czy możliwe, by w kraju unikającym monopolu, płatnej protekcji, zmów społecznych, nie można było zachować minimum pewności do trwałych kanałów komunikacji? Ostatecznie dostępu nikt nie może ograniczać, a jednak.

~~~© by Agar~~~ za pomocą Blog.pl dla Androida

 
 

Gdzie jesteś?!

19 paź

Szukam stąpając ślepo za Twoimi śladami, nie ma Cię! Niby mały pokój, raptem dziewięć metrów, ale tracę wiarę, że żyjesz. Najdroższy Przyjacielu, wracaj! Jak mogłeś? Jak mogłeś mnie tak zostawić? Bez uprzedzenia? Czuję, że już nie znajdę, lub to, co znajdę, przerośnie moje oczekiwania. Zbyt długo czekałam, że wrócisz. Sekundy zamieniły się w godziny, godziny w noc. Znalazłam, odnóża zadrżały. Teraz wklejona w chłód ściany, przyciskam serce do zielonego ścinka tkaniny. Patrzę marząc o możliwości uniesienia odwłoku do pajęczyny. Nie istnieje, jak Ty już nie istniejesz. Nie ma nic, mnie zamiecie wiatr, bo jestem tylko rachitycznym egzemplarzem większego odpowiednika. Żegnam Cię teraz, tutaj, na zawsze po to, by odrodzenie przyniosło kolejny zaczątek złotej spirali Fibonacciego.

~©~ Agar~ wt., 18 października 2016 r.

– opowiadanie jest formą relacji o tęsknocie zaobserwowanej pomiędzy pająkami. Myśl jest projekcją, kwestią wyobraźni.

~~~©~by~Agar~~~
za pomocą programu blog.pl dla Androida

 

Relatywizm historyczny

27 sie

Relatywizm historyczny przy dekomunizacji?

Zakładając, że relatywizm jest względnością pojęcia dookreślanego, czy można w ogóle mówić o relatywizmie historycznym?
Pojęcie „historia” dotyczy wielu osób żyjących w danym czasie na określonym terenie. Owszem, mówimy o historiach przez siebie przeżywanych, lecz zwyczajowo w szerszym kontekście. Relatywność tutaj pojawia się w naszych odczuciach dotyczących zdarzeń. Ponieważ ludzkość przywykła do różnych form opowiadania o sobie, tylko wewnętrzne przekonanie determinuje wierność prawdzie i podatność na wszelki rodzaj kłamu. Im więcej świadomego fałszu w jednostce, tym wyższa potrzeba zakłamania historycznego dla tła zdarzeń. Gdyby można było dowolnie kłamać i/lub fragmentarycznie zatajać prawdę, nikt z nas nie poznałby własnych korzeni, a my sami w społeczeństwie nigdy nie uznani byśmy byli za wiarygodnych.

W minionych latach Polskę nawiedza dekomunizacyjna mara, która zmienia swoje oblicze zależnie „od”. Kogo i czego? Nikt nie wie, ale zjawisko z iście dostojnym licem krąży między obywatelami. Wśród nich poziom subiektywnego odbioru rzeczywistości lat PRL-u przechodzi w zaiste fanatyczną konieczność kontekstowego wartościowania czasu na jednoznacznie zły, lub dla odmiany dobry. Opinie wyrażane po latach wskazują na dychotomię jako coś, czego istnienia nie można wyraźnie zanegować, ani potwierdzić, ale o jednoznaczności mówić nie można.

Dekomunizacja miała mieć miejsce po osiemdziesiątym dziewiątym roku, założenie było, jednakowoż przez minione dwadzieścia siedem lat, o wizji celowo zapomniano. Przyjmując relatywizm historyczny za wystarczające uzasadnienie, chciano za cenę wszelką pogrzebać pamięć niegodnych uczynków osób jeszcze żyjących. Tych, których zasługi wynoszono na piedestał [ peerelowskich aktywistów, piewców pogardy szlachetności, cnót i tradycyjnej moralności ]. Ostatecznie, jak oni sami wyglądaliby w oczach własnych dzieci i wnuków, gdyby z kreowanych we wspomnieniach pomnikach spiżowych cnotliwej powierzchowności, powstały głębokie bruzdy dłutem niegodnych uczynków rzeźbione? Pomijam, że utrata rent i emerytur specjalnych za zasługi tamtego okresu, by nadmiernie uszczuplała. Zagrożenie utratą pozycji społeczno-ekonomicznej nie pomaga procesowi dekomunizacji, bo wiąże się z łańcuchem staczania po równi pochyłej całych rodzin. Tym samym nikt nie chce poznać prawdy, a otwarte od pewnego czasu archiwum IPN-u jest szerokim łukiem omijane przez społeczną większość.

Wnioskując na podstawie subiektywnych odczuć, nic takiego jak relatywizm historyczny nie istnieje. To tylko kolejny element wcześniejszej propagandy. Zwyczajnie, tam gdzie było kłamstwo, gdzie sprzedawano w donosach innych ludzi, gdzie znęcano się pośrednio lub bezpośrednio na otoczeniu, tam jest bojaźń o własne życie, pozycję i uposażenie. W sumie normalna obawa o własny los, lecz jeżeli w nieodległym czasie ktoś sięgnie do akt zgromadzonych, to czy wtedy lęk nie przekroczy dopuszczalnej bariery? Czy wówczas nasze dzieci przejdą ulicami miast i wsi z podniesionym czołem?

Przy założeniu upragnionym przez wielu – „relatywizmu historycznego” – gdyby odrzucił blichtr wymienny z brudem syetemu, kim jesteśmy? Gdzie było, jest i będzie miejsce naszych rodzin? Warto by umieć odpowiedzieć odbiciu w lustrze, dzieciom i wnukom. Warto było nie kłamać, nie donosić, a przez to nie szkodzić innym. Warto zapoznać z prawdą rodziny, żeby nie postawić ich przed faktem dokonanym, którego efekty w chwili zajść nie były widoczne, aczkolwiek uwidocznią się z czasem. Warto chociaż raz pomyśleć o czymś więcej niźli własna żądza, jeżeli dla kariery sprzedawaliśmy kolegów. Pseudo-spowiedź pozwoli na manipulację prawdą w sposób uprzednio ulubiony, jednak lepszą jest „forma prawdy” w kontekście historycznym, od kłamu i bestialstwa jednoznacznie udowodnionego. Z dowodami przeciwko sobie już nie porozmawiamy, one zwyczajowo są źródłem wiedzy, można jednak próbować dialogu z ludźmi. Rozliczenia bywają bolesne, lecz nie muszą odbywać się nad mogiłą, bo zawsze w grupie żałobników być może ten, kto splunie zamiast złożenia wieńca.

~~~©~by~Agar~~~
za pomocą programu blog.pl dla Androida

 

Wykluczenie społeczne, czy społeczna zgoda na brak zasad?

20 cze

Od dłuższego czasu w polskim społeczeństwie funkcjonuje stygmatyzujący termin: „wykluczony społecznie”. Każdy Polak jest w stanie podać przykład społecznego wkluczenia, jednakowoż raczej nie stosuje określenia bezpośrednio do siebie ani nie myśli o owocach własnego działania, które mogą doprowadzić w przyszłości do społecznego wykluczenia. Czym charakteryzuje się osoba wykluczona społecznie, w jaki sposób ją można rozpoznać i czy nasze codzienne spostrzeganie nie prowadzi do krzywdzącego wniosku? Temat zdaje się banalny, odpowiedź prosta, a rzecz z gruntu przesądzonych w post-komunistycznym kraju bloku wschodniego. Każdy korespondent w sposób zwięzły odpowie, że wykluczonymi społecznie są ci ludzie, którzy sami doprowadzają się do patologii. W tej grupie wymieni alkoholików, przestępców, narkomanów i „nierobów” – tu z myślą o przewlekle bezrobotnych i innych formach niezdolności do pracy. Niestety takim sposobem wyliczania — bez zastanowienia i autorefleksji — Polak powieli jedynie społecznie zakorzeniony w jego świadomości przekaz a tym skrzywdzi samego siebie w nieodległej przyszłości.

Wykluczenie jest zjawiskiem znanym społeczeństwu  amerykańskiemu, rosyjskiemu i w kilku innych częściach postępowego świata. Dotyczy ludzi z wysokim poziomem inteligencji, o dobrym wykształceniu, w różnym wieku i przeważnie bez uzależnień. Najbardziej rzetelne opracowania tematu wykluczenia społecznego pochodzą ze Stanów Zjednoczonych, czyli kontynentu ślepo ufającemu własnej wizji dominacji nad ziemskim globem, ale zatraconemu w tej wizji bezpowrotnie. — Temat szeroki niczym Wielki Kanion i zdradliwy jak nurt Missisipi, ale z lepszymi opracowaniami niż niniejszy tekst. Tu tylko nadmienię, że Stany w obecnej chwili podobnie do Rosji, nie posiadają w hierarchii społecznej tzw. grupy średniej, ani środków finansowych pozwalających na zapewnienie socjalnego zabezpieczenia społecznego — zainteresowanych zgłębieniem tematu, odsyłam do szukania źródeł „na własną rękę” i zapewniam, że czas im poświęcony przynosi zrozumienie  wielu pojęć społeczno-ekonomicznych, nie tylko wykluczenia, choć jego też.

Masz wiele kont w różnych bankach, dobrą pracę, inwestujesz, znajomi wprost wielbią twoją osobę, cieszysz się życiem, to wykluczenie społeczne nie dotyczy ciebie? BŁĄD! Kardynalny błąd myślowy! Termin społecznego wykluczenia jest przygotowany właśnie z myślą o tobie. Im masz wyższe wykształcenie, tym większe potrzeby w odniesieniu do poziomu życia. Potrzebujesz mieszkania o określonym standardzie, z określonymi wygodami, również auta do szybkiego i komfortowego przemieszczania w każdych warunkach klimatycznych, a także grona popleczników, którzy niosą poklask dla zmian. Nie zastanawia ich motywacja, bo tworzycie wspólnotę, a cel jest określony lub nie, ale zdaje się jasnym. Poza tym nie chcesz wykluczenia z tak atrakcyjnej grupy i dziwisz się wszystkim formom niechęci w stosunku do niej. Poczucie przynależności społecznej, wyznacza ciebie w codzienności i zapowiada znakomitą przyszłość twojej rodziny. Nędza nie jest nikomu do życia potrzebna, na pewno nie twoim dzieciom, więc odpędzasz wszystkie negatywne myśli o niej. Myślenie magiczno-życzeniowe utrzymuje twój dobrostan psychiczny i wprowadza złudne poczucie kontroli nad własnym życiem. Pozwól, że na krótką chwilę wprowadzę chaos do twojej eklezy i zapytam: czy masz jakiś kredyt?

Niby wszystko dla ludzi, miałeś możliwość to brałeś, spłacałeś i spłacasz, wydaje się że masz wszelkie atrybuty do spłaty. Nic nie powinno pokrzyżować twoich planów, bo wykształcenie daje właśnie tobie podstawę zarobkową. Niby wychodzi na twoje, wykluczenie społeczne ciebie nie dotyczy, podwyżki cen o stopę inflacji są  cyklicznie powtarzalne, wypłaty premii w bonach towarowych stanowią dodatkowy bonus, ponadto spekulując na giełdzie założyłeś określoną stratę. Nikt nie mógł przewidzieć czarnych scenariuszy. Ryzyko istnieje zawsze, więc czekasz na hossę, a przeżyjesz po konsolidacji wszystkich kredytów [ rata trochę wzrośnie, giełda wraz z nią i wyjdziesz na swoje ]. Z szeptanki biurowej wiesz o nadchodzących podwyżkach i awansach, poza tym polski rząd ma zamiar ratowania frankowiczów, więc mieszkanie skredytowane twojej żonie z programu „Rodzina na swoim” też będzie spłacało się samo (sic!). Hallo, tu Polska! Zmian systemowych, rubieży i kolejnych wojen u nas nie brakowało, a podstawową zasadą funkcjonowania społecznego jest uszczypliwe zdanie: „Nie uważałeś jak robisz, rób jak uważasz”, które przemiennie zastępowane podsumowaniami o twoim „życiu ponad stan”, doprowadzą celnie w samo sedno wykluczenia społecznego. Tutaj kwestia otwarta dotyczy twojej odporności na zewnętrzną perswazję, bo przecież samobójcą nie jesteś, potępiasz podobne zachowania, nie wyobrażasz sobie, etc. A pojawiła się w twojej głowie myśl o tym, że wehikił czasu nie istnieje, a powrotu do starego kształtu świata już nie ma? Pomyśl, wszystko ulega zmianie, szybkość zmian aż zaskakuje, skąd podstawa założenia o stałości?

Nie zamykaj oczu, popuść wodze fantazji, ale bez oszustwa w stosunku do siebie. Sam najlepiej siebie znasz i wiesz, że jak masz jakiś problem, mówisz o nim jedynie zaufanej osobie. Bywa, że wymiana owocuje rozwiązaniem problemu. Fantazja ma nieograniczoną moc, więc wymyśl że każdy wśród twoich znajomych — ich gratuluję w czasach powszechnej mody na alienację — posiada dokładnie ten sam problem. Problemem są niewielkie kwoty pieniędzy potrzebnych do spłat rat zobowiązań. Ponieważ potęga kilku nie równa się sile jednego, po długim etapie ustaleń dochodzicie do sensownego wniosku, że każdy z was ma inny termin spłat, możecie lojalnie sobie pożyczać między terminami. Oczywiście żeby ostatnia osoba nie była stratną, musi jej termin spłat wypadać zaraz po wejściu na konto wynagrodzenia. Proste i logiczne. Prawie dobry plan. Prawie powinien się udać. „Prawie” jest tą zmienną, której nikt z was przewidzieć wcześniej nie mógł, bo dotychczas się jeszcze nie zdarzyła, albo po zdarzeniu nie trwała dłużej niż dwadzieścia cztery godziny. Wcześniej usterki serwerowni bankowych zwyczajnie usuwano i prawie bez konsekwencji. Niestety klient nigdy nie miał okazji rozmowy z samym serwerem, więc wykluczenie ewentualnego kłamstwa nie jest możliwe. Czy jesteś pewien że bank nie stwarzał podobnych sytuacji celowo? Zapytasz w jakim celu? Wyobraź sobie, że masz się przyzwyczaić do myśli o dniu, w którym znikną bezpowrotnie środki z twojego konta.

Co dają bankom godziny wstrzymania środków obrotowych? Dlaczego lakoniczną odpowiadź bankowca musisz uznać za wyczerpujące uzasadnienie prawdy, a sam w przypadku jakiegokolwiek zapytania, opisujesz i uzasadniasz z wprawą laureata nagrody Pulitzera? Dodatkowo płacisz za każdy ruch bankowców. Oni zamiast imiennych podpisów pod uzasadnieniem podejmowanych decyzji, noszą nieczytelne identyfikatory. Dlaczego tak jest? Nie usprawiedliwiaj ich brakiem czasu, to usprawiedliwienie znamy wszyscy i stosujemy jako nieszkodliwą formę unikania rzetelnej odpowiedzi. Zastanów się, czytaj, odpowiedzi znajdziesz niemalże na chodniku, lecz uwierz na słowo [ podobnie jak bankowcom wierzysz ], że twoje pytania zadawane w placówkach banku są niepożądane. Jedyne pożądane kryterium stanowią nowe środki. Nowe środki pochodzą dla bankowca [ pacownik banku ] z nowej umowy, dla bankiera [ właściciela banku ] twoja umowa jako indywidualna nie ma najmniejszego znaczenia. Banki stanowią najwyższą władzę  świata współczesnego. Innych wartości nie ma, niż elektroniczny zapis na serwerze. Skarbce dawno opustoszały i dlatego wprowadzono limity dziennych wypłat, że bez zgłoszenia transakcji z wyprzedzeniem, każdy klient był w stanie zbankrutować komercyjny bank w dowolnym momencie.

Wolność wyboru nie dotyczy banków a demokracja w globalnym systemie bezgotówkowym ogranicza się do wyboru placówki, bo narzucono przymus posiadania rachunku. Każdy człowiek bez numeru rachunku jest złodziejem. Numer trzeba posiadać i w tym zakresie swiat powrócił do historycznego błędu z czasów II Wojny Światowej. Rodzimy się z założoną ewidencją, umieramy z nią i w oparciu o nią dołączają kolejne numery. Analogia jest bezpośrednia i nasuwa się sama. Kolejne polskie rządy pozwoliły bankom na suwerenne od  form władzy zarządzanie portfelem i danymi osobowymi obywateli. Tym samym w krótkim czasie zadłużenie gospodarstw domowych przekroczyło próg możliwości spłaty. Komplikacje w interpretacji prawa działały przeciwko ludności. Obywatele w codzienności sprzecznych przepisów ubóstwili pozorny ład placówek bankowych. Kierowcy znający zasadę ograniczonego zaufania na drodze, w stosunku do banków nie ważyli się jej zastosować. Politycy kierowcami być nie muszą, to tę zasadę prawdopodobnie też nie wszyscy znają, albo któryś bank silnie lobbował na rzecz polityków, albo niektóre długi przez Polskę zaciągnięte w latach poprzednich u innych rządów obwarowano suwerennością banków komercyjnych w przyszłości, albo albo. Wymyśl powód, nie będziesz w błędzie.

Wykluczenie społeczne niewiele wspólnego ma z uzależnieniami od substancji psychoaktywnych, w ich przypadku pomoc istnieje, dla samotnych wykluczonych takiej formy nie ma. Prawo nie normuje sytuacji wykluczenia, chociaż w danych GUS za I kwartał 2016 r. pojawiła się nieoczekiwanie grupa respondentów żyjących poniżej progu ubóstwa. Wykluczenie z systemu jest długoterminowym procederem, którego nie zobaczą pracownicy ośrodków pomocowych, bo znieczulica społeczna przesłania oczy urzędników. MOPS jeszcze nie tak dawno posiadały kasy do wypłaty zasiłków, obecnie przekazują przelewem lub wypłacają w okienkach banków. Tu system ponownie zarabia na najuboższych. Zablokowane konto obywatela jest w takiej sytuacji wyrokiem śmierci, bo albo poniżenie przez lokalną społeczność, albo blokada środków doprowadzą do śmierci. O ile jedno z wyboru, o tyle drugie z niedopatrzenia. Czas blokady i proceder blokowania zależy od księgowania wpływu. Najpierw księgowanie, automatyczna blokada środków, korespondencja do klienta banku o takowej blokadzie, telefon z zapowiedzią konsekwencji, a pomoc społeczna w tym czasie rozkłada bezradnie ręce, bo dysponuje dowodem przelewu środków, na który czeka głodny człowiek. W tym momencie sam pat sytuacji uwłacza ludzkiej godności, odbiera chęć do życia i skutecznie naucza funkcjonowania mechanizmu wyuczonej bezradności. Niemniej jednak nie powinien nikogo dziwić atak na pracowników pomocy, gdyż forma odreagowania nieludzkiego traktowania, zgodnego z aktualnym prawem, koncentruje się właśnie na nich. Dodatkowa część zasiłku może zostać przekazana w formie bonów na zakupy spożywcze. Czy jest w tym coś złego? Teoretycznie nie, ale albo model państwa zakłada demokratyczne wybory jednostki, albo zamordyzm systemu bezgotówkowego zdziesiątkuje ludność. Nie powinien podlegać zablokowaniu zasiłek, bo jest wymiernym minimum egzystencji. Bank udostępnia dane praktycznie wszystkim, komornicy urzędowi mają pierwszeństwo, jednakowoż nie odpowiadaja za spowodowanie śmierci. Sama presja przez nich wywierana pretenduje do rangi stalkingu. Na mocy Bankowych Tytułów Wykonawczych z każdego klienta można uczynić wykluczonego społecznie. Ty możesz nim być, każdy z nas. Banki posiadają sprawstwo wobec którego wykształcenie, wiek, dobra praca, nie mają wartosci. Miliony środków od osób na całym świecie, w podstawowej jednostce monetarnej kraju i/lub zjednoczenia, przy wstrzymaniu przez dwadzieścia cztery godziny wypłaty z kont wszystkich klientów banku, zadecydują nie tylko o wykluczeniu człowieka z systemu, ale o upadku gospodarki kraju, krachu na giełdzie i uratowaniu od bankructwa kolejnego z oddziałów, ewentualny lobbing stanowi niewielką część, promile w odsetkach od każdego konta. Jaki jest społeczny koszt systemu bankowego? Teoretycznie minimalny, bo niezauważalny. Rzeczywistość obfituje w scenariusze nadużyć. Wyćwiczony społecznie, powtarzalny schemat akceptacji posterów i spotów reklamowych, skutecznie zasłania oczy. Klienci banków sporadycznie znają się między sobą, nie tworzą jawnej społeczności. Dopiero w przypadkach przepadku mienia na rzecz banku, zaczynają się łączyć. Sama wizja zagrożenia nie ratuje, przynosi dyskomfort dla oświecającego informacjami. Dla niego jest pierwszym stopniem ku wykluczeniu, bo wskazuje u słuchaczy na przejaw braku myślenia. Niestety, zwyczajowo jest tak, że działania ludzi i ich konsekwencje podlegają ocenie, ale dopiero po zajściu zdarzeń niekorzystnych jednostka poszukuje świadectwa wspólnego losu. Bank kreuje pieniądze, bo na tym polega jedna z jego funkcji. W ostatnim czasie kreuje także wykluczonych społecznie. Ponieważ system dotyczy mnogości banków komercyjnych, sposobem ich efektywnego zarabiania jest handel danymi klientów. Żeby proceder nie łamał praw lokalnych, banki przekształcają się w grupy kapitałowe, zmieniają miejsca siedzib itd. Wszystko sprzyja niekorzystnemu rozporządzaniu cudzym mieniem przez proceder bankowy, powszechnie akceptowalny! (sic!). Wszystko jest zastrzeżone tajemnicą bankową. Każdy bankowiec podpisuje lojalkę z zakazem łamania przez określony czas po wygaśnięciu umowy o pracę. Bankowe rozporządzanie danymi, zasobami ludzkimi i środkami finansowymi, jest wysoce niemoralne, posiada strukturę ośmiornicy, pretenduje do przestępstwa doskonałego, w białych rękawiczkach tworzy podział społeczny na grupę oligarchów i nędzarzy, a wszystko dzieje się po społecznym przyzwoleniu i akceptacji kolejnych rządów.

Uwierzyłeś, zaufałeś, nie ma dla ciebie przyszłości, bo nie ty jesteś właścicielem swojej posiadłości, lecz bank nim jest. Bankowi płacisz długoterminowy wynajem. Nie, jeszcze nie wiesz, że nie spłacisz, bo gwarancji dla życia w zdrowiu nie masz, kontrakt na pracę nie gwarantuje podpisania nowego kontraktu, a ograniczenie domowych wydatków nie przyniesie oczekiwanej oszczędności, tylko kolejne choroby i pogorszenie kondycji psychofizycznej. Depresja, odwapnienie kości, wrzody, pogorszenie wzroku i wiele innych. Zanim zaciągnąłeś długoterminowy kredyt; przed otworzeniem konta; przed konsolidacją konsumenckich kredytów; zaryzykowałeś nieświadomie grę o najwyższą stawkę: „wykluczenia społecznego” dla ciebie i twoich dzieci. Nie możesz pozwolić sobie na nic, bo powinieneś spłacać raty w podwójnej ich wysokości, ale twoja umowa nie zawierała w klauzuli wcześniejszej spłaty, więc albo dopłacisz karę, albo odczekasz kilka lat i później dopłacisz, notabene z odsetkami i powiększone o stopę stóp wszelakich, bo przed czasem nigdy nie wiadomo jakich. Nie możesz odroczyć spłat rat, chyba że możesz płacić podwójne po odroczeniu, ale odroczeniu rat muszą towarzyszyć dokumenty pogorszenia sytuacji ekonomicznej. Nie możesz zakładać zdrowia aż po grób, bo siłą rzeczy nie podołasz presji. Oszczędzasz wszystko, przy każdej czynności, spłacasz, przedmiot umowy starzeje się z tobą, zanikacie. Przyjaciele w naturalny sposób odejdą, stary świat (dotąd znany), także. Bez rachunku bankowego, kart płatniczych i kredytowych, jesteś jednostką aspołeczną. Jak ktoś jest aspołeczny, jest złym człowiekiem, bo kapitalistyczna, bezgotówkowa gospodarka nie jest rabunkową, rabusiem jest ten, kto jej nie chce. Taka osoba nie jest wygodna, bo wyrobniczy cel świata skupia się na wpompowywaniu gotówki do banków szerokim strumieniem i zamianie w modny plastik z chipem, na którym zapisuje się domniemany poziom elektronicznej wydolności. Jak nie masz konta, ty jesteś aspołeczny, czyli kradniesz, bo konto musisz mieć, inaczej inwigilacja nie będzie skuteczną. Musisz i wszystko, bo jeszcze ludziom nie są wszczepiane chipy z micro procesorami, chociaż modele wszczepienne z systemem GPS sami zwierzętom ochoczo fundujemy, a za tym przysługujemy się do inwigilacji rodem z filmu „Wróg publiczny”. Logiczne że właściciel jest tam, gdzie jego pies; sygnał z kart płatniczych i sieciowe logowanie najnowszych telefonów. Chcemy kontroli, zgadzamy się na nią, ale bez świadomości o konsekwencjach własnego postępowania. Kontrolę chcemy mieć my nad innymi, nie inni nad nami. Dotąd umowna granica dzieciństwa wyznaczała decyzyjną, niepodległą jednostkę. Obecny moment dziejów jest historycznym zakłamaniem rzeczywistości.

Rząd niewiele z tego procederu uzyskuje, bo bez nacjonalizacji komercyjnych banków nie czerpie bezpośredniej korzyści z transakcji finansowych, a  banknoty emitowane w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, nie mają pokrycia w kruszczu, są jedynie biletami płatniczymi. Tym sposobem doświadczamy jako ludzkość, form naszej zagłady z dominującym przeświadczeniem o samokontroli suwerennych decyzyji — zbrodni doskonałej, niewymiernej w prawie, bo usystematyzowanej prawem bankowym, czyli formą dającą bankom prawa, a nie prawa klientom w stosunku do banku. Naturalną koleją rzeczy, następstwem przewlekłego komunizmu jest zakłamanie. Klientowi w ramach wielobarwnej atrakcji o niskich kosztach, oferowane jest ubezpieczenie kredytu. Oby nigdy ani tobie, ani twojej rodzinie nie przyszło z niego korzystać. Ubezpieczenie jest na wszelki wypadek, ty za nie płacisz, ale ono jest dla banku. Jego celem jest ochrona banku komercyjnego w przypadku śmierci i/lub utraty zdrowia tudzież pracy przez klienta. Kredyt spłaci za ciebie ktoś inny, ale z odszkodowaniem niewiele wspólnego ma taka forma, bo spadkobiercy wyjścia nie mają, spłacają w pierwszej linii, albo muszą przyjąć spadek wybiórczo, czyli bez dobrodziejstwa inwentarza. Forma sprawdzała się w poprzednim prawie, które narzucało przymus spraw spadkowych. Obecnie lepiej zostaw notatkę, jeżeli nie stać cię na notarialnie poświadczony testament, z wyszczególnieniem grzechów jawiącym się podpisami pod kolejnymi umowami.

Wykluczenie społeczne – trudne do zdefiniowania, bo nader zbieżne z doczesnym pojęciem patologii. Nic bardziej mylnego, jako pojęcie przygotowane z przemyśleniem, dotyczy każdego człowieka, a podatność wyznacza finansowa atrakcyjność, czyli im więcej posiadasz, tym bardziej jesteś atrakcyjny dla złodzieja. Potraktuj bank podobnie, bo w sumie jak potraktować kogoś, kto wyjmuje portfel z twojej kieszeni, przelicza pieniądze, pozornie coś dodaje [ w skali roku ledwie widać ] i część środków zostaje u niego za obsługę przy liczeniu. Wykluczenie to proces rozłożony w czasie. Nie da się zauważyć inklinacji jednostki w jego kierunku, bo naturalna chęć wzrostu determinuje przyrost dochodów. W wykluczeniu aktywnie uczestniczy środowisko życia, ważna jest presja społeczna na jednostkę żeby dokonała zmian, ale znaczenia nie ma sam człowiek. Talent człowieka, umiejętności nabyte, skłonność do zachowań aspołecznych, temperament, osobowość — nic znaczenia nie ma. Wykluczenie społeczne przygotowano w bardzo atrakcyjnej formie, w świetle prawa, jest zaledwie wykroczeniem przeciwko prawom natury, bo sięga po kodeks znany od wieków. Kodeks Hammurabiego, ale o formie ewoluującej przez lata do humanitarnych sposobów postępowania, na mocy których nie można oddać, bo wyrok dostaje ten, kto odważył się na oddanie. Na tym etapie rozwoju ludzkości, jej poziom moralny w aspekcie etycznym, jest bardziej niemoralny od pierwowzoru wspomnianego wyżej.

Naturalne przyzwolenie na pozorne posiadanie istnieje, nawet ma się coraz lepiej. Ascetami nie przywykliśmy bywać, opluwamy słabszych finansowo, szczęście utożsamiamy z pieniędzmi. Taka jest ludzkość na początku XXI wieku. Odrzucamy mistycyzm, bo nie jest empirycznie udowodniony. Pada na nas deszcz, czujemy jego dotyk i zapach, ale ponieważ umiemy zasiewać chmury, nie widzimy w deszczu mistycznego przeżycia. Mistycyzmu szukamy wymiernego posiadaniem, bo on czyni nas Bogiem przed innymi. Im częściej tak myślimy, tym większe prawdopodobieństwo że pozorne sprawstwo strąci nas w czeluście wykluczenia społecznego. Modlitwy ludzkość zanosi do Boga zawsze przed współczesną formą kaplicy, czyli wmontowanym w ścianę bankomatem. Niekiedy można usłyszeć ich treść i ta stanie się w krótkim czasie najpopularniejszym wyznaniem wiary, gdy żaden bankomat w mieście nie wypłaci gotówki. Nie z pazerności powstały pierwsze domy bankowe, ale to temat na kolejną rozprawę o istocie narzucongo pędu.

© Agar
__2016___
Opublikowano za pomocą Blog.pl dla Androida.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii przemyślenia, relacja

 

Polska Demokracja

10 paź

Oczami Kowalskiego

Po minionym ćwierćwieczu należy pokusić się o pierwsze podsumowania zmiany ustrojowej w kraju bloku wschodniego. Dopiero w chwili obecnej można powiedzieć o tym, że kompletnie nic się nie zmieniło. Owszem, mamy bogatszy wybór dóbr konsumpcyjnych, dostęp do internetu, możemy jeździć po Europie bez Paszportów, jesteśmy objęci strefą wolnego handlu i wiele innych argumentów wysuwanych przez kolejne rządy w ramach kiełbasy wyborczej jest nam znane, ale co konkretnie przyniosła zwykłemu Kowalskiemu bezkrwawa rewolucja? Jakie korzyści czerpie Polak ze wszystkich następujących w czasie zmian? Kim jest i jak widzi siebie?

Przede wszystkim naszą polską wizję siebie na tle społeczeństwa kształtują media, bo telewizja i radio jeszcze dominują w codzienności Polaków, a od czytania prasy zwyczajnie odeszliśmy. Niestety nie są ani obiektywnym przekazem, ani wzbogacającym życie kulturalne, nawet nie poszerzają horyzontów, jedynie powielają szereg narzuconych dyrektyw zagranicznego kapitału. Szprycują Polaków „wiedzą tajemną” o tym w jakim nastroju wstał Premier, dokąd pojechał najnowszym modelem pociągu prześmiewczo zwanego „Pędem w dolinę”, który proszek do prania jest ekspertem, która stylizacja wizerunku już jest passè, i którą partię polityczną musimy wybrać, bo tylko jedna jest właściwą. Przeciętnemu Kowalskiemu w tym aspekcie życia nic się nie zmieniło. Jak było za PRL-u, tak jest nadal i medialny przekaz zapowiada trwałość tego stanu na wieki wieków. Akcent słowa „Amen” nie jest ani modnym ani poszukiwanym, wręcz przeciwnie jest niegodnym, bo aż nadto religijnym. Tu Kowalskiego nieco zbito z pantałyku, bo to stary system gnębił wiarę i kościół represjami rzadko kiedy wychodzącymi na światło dzienne w sposób bezpośredniego, głośnego, telewizyjnego przekazu. Kowalski praktykuje wiarę do nadal, aczkolwiek w ostatnim czasie przestał o tym fakcie mówić w nieznanym otoczeniu. Faktem jest że spiker nie siedzi w wojskowym mundurze, że I Sekretarz KC PZPR nie przemawia przez kineskop kultowego „Rubina” a obowiązek służby wojskowej zdjęto, ale też nie ulega wątpliwości, że powrócił system monopartyjny. Tu Kowalskiemu już zaczyna brakować tchu, bo w wyniku „wolnych wyborów” nawet prawo wyborcze mu ograniczono a indoktrynacji jednym haustem nie zdołał połknąć. Teoretycznie może wybierać między partią rządzącą a tą która rządzić będzie, praktycznie zaś musi dokonać wyboru spośród znanych od lat twarzy. Partyjny beton zalał scenę polityczną tak bardzo trwale, że w ramach wymiany pokoleń nazwiska pozostały te same, a migracja międzypartyjna ogłupiła miliony Kowalskich. Medialny przekaz pozostaje niezmienny od lat i zawęża się do jedynie słusznego wyboru, czyli pozostawienia u władzy dotychczasowego rządu prześwietlającego obywateli na wskroś, drenującego portfele do cna, przekopującego na metr w głąb i łudzącego wizją przyszłości godną Don Kichota, bo inaczej… wszystkie kluby nocne zostaną zamkniętę, nastąpi czas prohibicji, kapliczki modlitewne będą na każdym rogu ulicy, do szkół powrócą krzyże i mundurki w miejsce wyłuzdania i rozpasania moralnego. Dodatkowo zamiast nieetycznych lekcji wychowania seksualnego o samozaspokajaniu popędu płciowego wejdą ewangelizujące nauki o prawym życiu nawróconych jawnogrzesznic.

Kowalski będąc Polakiem z krwi i kości wielokrotnie chciał powrotu starego nie po to, by mieć nad sobą bicz, lecz po to, by powrócił stan względnej stabilości. Łudzono go hasłami z przesłaniem: „Żeby Polska była Polską” naprzemiennie z „By żyło się lepiej” i tego właśnie chciał — lepszego życia. Z tego powodu wyraził akceptację dla Unii Europejskiej, idąc za ciosem aprobował kolejne zmiany przepisów, podpisał umowę o hipoteczny kredyt we frankach, zmienił samochód i czekał na realizację złożonych obietnic. Niestety doświadczał coraz to gorszych przeżyć, w równomiernym tempie tracąc wszystko z własnej suwerenności, a na sam koniec niepodzielnego panowania jedynie słusznego rządu rozczarowano go defraudacją OFE i zaszczuto wszechobecnym hejtem.

Kowalski nie z tych, co by sobie nie poradzili! Polski reżim wypił z mlekiem matki, przesiąknął partyjną nomenklaturą, płacił spolegliwie wszystkie drakońskie podatki i opłaty poboczne, aż w końcu przestało mu się chcieć. Cóż miał czynić skoro utrzymywał ze swojej pensji wszystkich kolejnych postpeerelowskich emerytów, pseudo rencistów od zawsze niezdolnych do pracy, urzędników państwowych w gronie stale rosnącym, kolejnych nowych Ministrów do zadań nieznanych i partię politykierów karmionych ośmiorniczkami. Jako prawdziwy Polak nabierał w czasie przekonania, że musi się jakoś bronić skoro wybrać można albo partyjny beton, albo dla odmiany bezpartyjne latorośle tegoż betonu, wybierał dla siebie najlepsze rozwiązania. Wziął na serio termin „Demokracja” i od tej chwili postępował zgodnie z jej zasadami. Robił wyłącznie to, co było konieczne: oficjalnie pracował dalej na umowę o pracę  pobocznie zarabiając wielokrotność tego, co na papierze wykazano, bo taki przykład pochodził od rządzących polityków-biznesmenów. W niczym nie odbiegał swoim zachowaniem od rządowych autorytetów, a jako mocno wierząca osoba uwierzył głęboko w to, że trzeba brać przykład „z góry”. Tym samym demokratycznie traktował każdego napotkanego na swojej drodze człowieka. Nie to, żeby czynił drugiemu co sobie niemiłe, ale nadzwyczajnie miłym i pomocnym nie był. Jego rodzinę ogarnął duch reżimowej musztry z nadrzędną powściągliwością i presją domowej cenzury. Dzieci nauczał walki o przetrwanie w skrajnie nieprzyjaznych warunkach po to, by dały sobie radę w życiu. Efektem tego określenie „demokracja” zastąpił znacznie głębszym i bardziej wymownym nowotworem językowym: „dymokracja”, a zapytany: — Dlaczego tak? — odpowiadał wyczerpująco ze stoickim spokojem: — Bo w tym kraju niezmiennie jeden drugiego dyma.

 

Dzień wyborów

28 sie

Kiedy powstają teorie spiskowe dziejów? W czasie ciszy wyborczej obowiązuje absolutny zakaz rozmawiania o dokonanym wyborze; agitacji wyborczej; publicznej debaty nad słusznością dokonywanego wybóru; aktywności sugerującej innym dokonanie określonego wyboru oraz kilka innych. Wszystkie zakazy sprzyjają nowym, spiskowym teoriom dziejów,  ponieważ nakazują społeczną alienację w aspekcie poglądów.

Co trzeba w takiej chwili zrobić? Wpadłam na pomysł, że szukać na własną rękę potwierdzenia dla słuszności wyboru. Tego akurat nikt zabronić nie może. Nie złamię prawa zdobywaniem wiedzy. Traf chciał, że procesowi myślowemu towarzyszyło jedzenie jabłka. Jakieś to jabłko karłowate było, wygląd niczym nie zapowiadał smaku. Popatrzyłam na nie, odłożyłam i doszukałam się, że teraz już nie musi wyglądać a krajowe smakować będzie zawsze… Link

E tam! Pewnie tylko szkalowanie nazwiska. – pomyślałam, nieufnie spoglądając na ogryzek – Nasze państwo jest suwerenne, trzeba o tym myśleć, a nie o GMO. – wpisałam w wyszukiwarkę googla: „suwerenne państwo” i dodałam: w UE. Teraz wiem, że to był błąd. Z mojego spokoju nici! Przeczytajcie, polecam link!

Aż mi się smutno zrobiło – posępny nastrój rozproszył dźwięk przychodzącej wiadomości. Wiadomość od koleżanki ze mną sympatyzującej (ja z nią może niekoniecznie sympatyzuję). Treść: „Wygrywamy!” – moja myśl: „skąd wiesz w ciszy wyborczej?” Po chwili kolejna wiadomość z dodatkową wskazówką: „Zobacz!” oraz osobno link.

Podejrzliwie kliknęłam w link. – smartfon zgrzał się od zawartości, ja też. Patrzę na datę, stare info (wczorajsze). Dzisiaj nieaktualne. I jakiś taki chochlik z ramienia mi podpowiada: „znajdź coś i odpisz!”
— Ta, no i ręce opadają! — jakiś dzień ze mną niekompatybilny. Owszem, znalazłam, do nadal wartościuję czy wysłać. Oceńcie sami w kontekście wydarzeń z Kraju. Link.

Przeczytałam i przypomniało mi się, w związku z tematem NWO, o filmie. Starym dodatku do GP. Tym razem wystarczyło go spokojnie zdjąć z półki, ale… w drodze do Lokalu wyborczego DVD by chyba słabo działało… wyjściem skopiować na tela. Wam wrzucam link do yt. Obejrzyjcie ku przestrodze i zyskajcie pewność, że trzeba głosować.

Kliknij a obejrzysz film.

I co?
Jakiś wniosek należy mieć,  bo media pełnią funkcję poszerzania świadomości społecznej. Złośliwi twierdzą,  że kształtują nasz światopogląd. W dobie internetu z tegoż „kształtowania” mogą jedynie popsuć historycznie ważny dzień. Bywa tak wówczas,  gdy wyniki wyborów przesądzono wcześniej i nikt nie spodziewa się zmiany. Paradoksalnie, kiedy wszystko wygląda na „normalne” może zwiastować nieoczekiwane niespodzianki. Brzydkie jabłko często ma dobry smak. Dobry wygląd może zwiastować zgniłe w środku. W obu przypadkach życzę: „SMACZNEGO!”. :-)

<- powyższy tekst powstał w czasie drugiej tury wyborów prezydenckich. Link. Jego pierwsza publikacja miała miejsce na portalu społecznościowym FB. Jedynie odświeżam własną pamięć mając nadzieję, że po czasie linki zadziałają. ;-)

agar.blog.pl