RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Konstrukt teoretyczny’

Niepokojące zjawisko

15 wrz

Przestaliśmy czytać?

Przeglądając portale społecznościowe i komentarze zamieszczane pod informacjami na portalach internetowych nie można oprzeć się wrażeniu, że nagłówek sprawuje funkcję informacji. W wielu przypadkach osoby komentujące wątek nie mają zielonego pojęcia o zawartości artykułu.

Jak jest to możliwe i o czym może świadczyć?

Jeżeli poddać się własnemu persyflażowi (bez szukania potwierdzenia) mamy do czynienia ze zwykłą ignorancją. W innym podejściu podłożem jest brak czasu na czytanie. Przyjmijmy opcję drugą jako mniej krzywdzącą człowieka i popuśćmy wodze fantazji: czy może powstać z niedoczytania poważny, społeczny problem?

Filozofem nie trzeba być, żeby odpowiedzieć: „Tak!”

Jeżeli wiele osób postąpi podobnie i podejmą w niewłaściwym kontekście wspólny temat, to powielą między sobą kłamstwo wynikające z braku czasu na czytanie, napędzą się w dyskusji z gruntu mylnej oraz stworzą własną wizualizację tematu i… może z tego powstać poważny problem. Społecznym jego wyrażeniem będzie dezaprobata tematu, a w skrajnych przypadkach forma samosądu nad twórcą informacji. Niestety może na tej podstawie dojść do zamieszek, a w efekcie tychże także do krwawej rewolucji. Rewolucja zawsze była związana z głębokim przekonaniem o zasadności czynnego działania w kieruku zmiany. Ludzie pożądliwi zmian są wówczas, kiedy tracą siły i motywację do bezustannego poszukiwania sensu własnych działań. Zwyczajnie: brak sił otępia i powoduje spadek czujności. Towarzysząca takiemu poczuciu jest głęboka wiara w słuszność własnego sposobu pojmowania tematu, ona popycha do bezpodstawnej walki. Dyskomfort nie buduje i trzeba się pozbyć jego żródła, więcej uzasadnień jednostka nie szuka, ponieważ byłyby zbyt kosztownymi.

Dlaczego tak?

Dlatego, że wielokrotnie powielone kłamstwo staje się obiektywną prawdą. Prawda obiektywna powstaje wówczas, gdy znakomita większość powielających nie poddaje się refleksji nad nią.  Inaczej rzecz ująwszy: nie szuka przyczyny, i nie interesuje skutkiem własnej ignorancji. Najgorszym wyrokiem dla wielu jest zmusić ich do myślenia nad własnym procesem myślowym i/lub sposobami działania.

 

Najlepszego!

28 sie

Zdrowia, szczęścia, pieniędzy i sto lat!

Najpopularniejsze w Polsce życzenia rozpoczynają się od słów nawiązania do zdrowia. Zakładając, że wynikają z najszczerszych intencji winszujacego, czego jest nam życzone i jak te życzenia mają się do polskiej rzeczywistości?

Praktycznie tyle wymiarów zdrowia, ilu ludzi na świecie. Można założyć, że zdrowie jest względnym poczuciem dobrostanu jednostki. Stanem, w którym jednostka ma wszelkie możliwości i atrybuty do życia. Nie istnieją w niej, ani jej otoczeniu przeszkody funkcjonowania (tak wewnętrzne, jak i zewnętrzne). Ideał zdrowia jest tym, czego sobie życzymy. Jednakże zaraz po „zdrowiu” życzymy zaburzeń funkcjonowania! Uzależniamy szczęście, pieniadze i długowieczność od zdrowia. Czy aby ta forma życzeń jest właśnie tym, czego można życzyć szczerze?

Szczerze wątpię. Nie umniejszam rangi zdrowia jako dominanty w życiu, lecz aby żyć w Polsce ze względnym poczuciem dobrostanu, trzeba poświęcić zdrowie, pieniądze i osobiste szczęście. Wszystko po to, by po latach skonstatować… że zdrowie dawno straciliśmy. Gorzej, bo żeby w tym kraju zdrowie utrzymać we względnym dobrostanie, trzeba je stracić. Dla przykładu: jeżeli się przeziębimy, postaramy wyleczyć sami a powstaną z tego powikłania, lekarz pierwszego kontaktu skieruje nas do specjalisty. Do specjalisty dostaniemy się w czasie nie dłuższym niż 2 lata. Ten niedorzeczny termin może spowodować naszą śmierć z powodu byle przeziębienia. Na pewno doprowadzi do zaburzeń funkcjonowania (pomoc potrzebna jest już, nie za dwa lata), może nawet do utraty pracy z powodu przewlekłego kataru?

Jednakoż istnieje i w Polsce pewna alternatywa. Jesteśmy krajem europejskim, żyjemy na wysokim poziomie, mamy programy profilaktyki zdrowia i „niezależne media”. Słowem, wszystkie konieczne narzędzia na nagłe przypadki. Możemy zapobiegać! Zacznijmy od zapobiegania otyłości: nie jedzmy, będzie na prywatne leczenie. Wysiądźmy z samochodów, bo to zapobiegnie chorobie układu krążenia i pomożemy w rozwoju pakietu klimatycznego. Ochrońmy naszą planetę. Wyłączmy lodówki i klimatyzację, nie będzie pokus i będziemy zdrowsi. Zaprzestańmy picia, bo Ziemia wysycha. Przestańmy ogrzewać domy, bo wysokie temperatury i emisja gazów cieplarnianych, itd.
Można by wymieniać bez końca. Niestety, nic z wyżej wymienionych, dobrostanu jednostce nie zbuduje.

Polska jest krajem w którym żyje się po to, żeby przeżyć. Zdrowie, szczęście i pieniądze są przywilejem nielicznych. Podobnie zadbany wygląd, sen w wystarczającej ilości godzin i bezstresowe życie. Nawet dzieci zmuszone przedwcześnie do obowiązku nauki, utraciły przywileje beztroskiego dzieciństwa.

Życząc sobie długowieczności w zdrowiu, szczęściu i z pieniędzmi, pozostajemy w dysonansie z rzeczywistością. Takie poczucie rozbieżności między tym, czego chcemy a tym w czym żyjemy, nie wpłynie na nasz dobrostan. Nam potrzeba radykalnej zmiany mentalności społecznej. Nam potrzeba życzeń, które można urealnić swoim działaniem lub zniweczyć jego brakiem. Realnych a przez to konstruktywnych.

Zaprzestańmy tkwienia w „myśleniu życzeniowym”, to prowadzi od 25 lat donikąd. Rzeczywistość przynosi na to dowody. Może teraz Polak-Polakowi powinien życzyć pogody ducha? Zawsze to lepsze niż poszukiwanie utraconej przy zarabianiu pieniędzy w znoju, trudzie i nieszczęściu, zdrowej długowieczności.

⬅ powyższy tekst opublikowałam w formie postu na portalu FB. Przemyślenie zrodziło się z wieloletniej obserwacji ludzi składających życzenia. Im dłużej i bardziej wnikliwie obserwowałam, tym narastało we mnie odczucie wszechobecnego zakłamania winszujących. Im biedniejsza osoba, starsza i/lub lecząca się z ciężkiej choroby, tym większy kładła nacisk na akcent własnych niedoborów. Przekształcała tym samym życzenia dla innej osoby, w życzenia dla siebie. Zwyczaj składania życzeń sam w sobie nie jest niczym złym. Męczy natomiast absolutny brak kreatywności przy ich składaniu. Mniejszym nakładem sił można by było życzyć komuś np. : spełnienia marzeń, osiągnięcia celu, czy realizacji zadań. Aż zastanawiające, że w Polsce nawet życzenia ogranicza się do pustego frazesu, zupełnie tak,  jakby celem było,  by bliźni nie miał lepiej niż my. W czasach PRL-u uzasadnień można było szukać w niezdrowym systemie oraz bojaźni przed nim. A teraz? Na europejskiej „Zielonej Wyspie” powinno być wszystko, zatem treść życzeń musi ulec zmianie. ;-)

 

Zmiany, zmiany, zmiany …

28 lut

       Wszyscy przyzwyczailiśmy się do zmian. Niektóre zmiany są dla nas oczywiste, jak dla przykładu zmiana pór roku. Ta, dokonuje się samoistnie. Nie mamy na nią wpływu. Podobnie zmiana czasu czy wieku. To akceptujemy, lub nie, aczkolwiek żyjemy dalej. Każdy ma okazję przestawić mechanizm zegarka, odwiesić do szafy płaszcz, zauważyć pierwszą zmarszczkę lub wzrost dzieci. Zmiany, które dokunują się bez naszego udziału, akceptujemy z czasem. Ot, natura ludzka. Czas goi rany, pamięć płata figle. Jest źle, kiedy sprawstwo zostanie nam odebrane. Nie każda ze zmian podyktowana jest wyłącznie naszym działaniem.

       W ostatnich wyborach samorządowych (jesień 2014r.), Polacy mieli okazję odczuć niemoc. Skąd ona wynikała? Z podejrzenia fałszowania oddanych głosów. Sytuacja zmieniła się w farsę, wzbudziła awersję rodaków do wyborów. Do samego „aktu wyborczego” większych zastrzeżeń nie wnoszono. Wyborcy oddawali głosy wrzucając kartki papieru do tekturowych, bądź pilśniowych urn. Urn, które komisje wyborcze powinny zaklejać, ostęplować, słowem: zabezpieczyć. Dodatkowym obowiązkiem okręgowych komisji jest pilnowanie głosów przed wszelkimi zagrożeniami. Przed kradzieżą, przed spaleniem, przed zalaniem i każdą inną formą, która może głosy unieważnić i/lub zniszczyć. To wie nawet dziecko. Zadziało się inaczej. Ujawniono inną formę niszczenia głosów. Na najwyższym szczeblu. Ostatecznym. Legendą obrosło to, co się działo. Polska straciła na arenie międzynarodowej. Przestaliśmy się liczyć jako wolny kraj. Demokracja zmieniła swoje oblicze. Szeptanką do nadal przechodzi powiedzenie: „dymokracja, bo jeden drugiego dyma”. Prześmiewcze, szydercze, niegodne. Zabija patriotyzm ostatecznie. Cóż, skoro tak wyszło? Tylko, czy musiało? Zakładając, że prezes firmy, która przygotowała program dla Państwowej Komisji Wyborczej, poczuł się patriotą, odpowiadam: Tak. Musiało. Prawdziwy Patriota nie wytrzyma. Podejmie każde działanie, odkrywające maskaradę.

       Z każdym kolejnym dniem, wzrasta dyskomfort społeczny. Nowe sankcje, wzrost podatków, kosztów utrzymania (opłaty za przesył energii elektrycznej, podatków za dzierżawę wieczystą gruntu, wzrost kursu franka szwajcarskiego i wiele innych). Brakuje stale jednego: realnego wzrostu płacy za pracę. Nie średniej krajowej, bo ta zwyczajnie nieosiągalną dla znakomitej większości społeczeństwa, a realnej. Temat trudny. Znamy go wszyscy. Ciągnie się od lat. A poziom frustracji społecznej wzrasta. Frustracja wywołuje agresję. Jak długo jeszcze wytrzymamy? Co musi się zadziać, aby bez ponownej „Katastrofy Smoleńskiej” zaszła zmiana?

       Kolejne wybory, w obliczu których stoimy, nie doprowadzą do zmiany. Owszem, zmienią się nazwiska. Zmieni się człowiek. Tylko, co dalej? Czasu nie cofniemy. Pamięć w narodzie pozostanie. Ale decyzje wcześniejszego rządu, nominacje prezydenckie, historia, to pozostanie. Czekamy na zmianę pozorną. Zmiana ta ma dokonać się za naszym czynnym udziałem. Towarzyć tej zmianie będą spoty przedwyborcze. Efektem: nasza obecność przy urnach. Albo jej brak. Minione wybory samorządowe mogły być w ten sposób zdyskredytowane po to, by kolejne zakończono zaledwie przekroczeniem progu wyborczego. Czego potrzeba, by frekwencja była minimalna, ale wystarczająca? Igrzysk!!! Tego, co zatrzyma rodaków przed telewizorem.

       Polska. Kraj za który miliony obywateli przelewało krew. Pozornie akceptujemy zaoferowany nam ład.
Umknęła naszej uwadze narodowa jedność. Ze strachu, w obawie o przyszłość, zaczęliśmy zamykać się przed sąsiadami, znajomymi, odizowaliśmy się. Wyjeżdżamy, bo nie sposób wytrzymać kolejnego uciemiężenia. Szukamy godnego życia.

Polska. Dom, w którym dygnitarzy partyjnych było tak wielu, że musiała się odbyć „bezkrwawa rewolucja”. Koszt takiej rewolucji ponosimy przez lata. Każdy rodzący się w tej chwili Polak, zapłaci wysoką cenę za zaniechanie przelewu krwi. Przykre, aczkolwiek prawdziwe. Panuje obecnie całkowite bezhołowie. Kraju nie uda się odbudować w krótkim czasie. Cud miał mieć miejsce przy pierwszych (demokratycznych) wyborach. Po latach wiemy, że cudu wtedy nie było. Teraz czekamy już tylko na cud.

 

Dywagacja

21 lut

Nie wiem, gdzie jestem.
W którym zakątku.
Czy daję od siebie,
Czy chowam się w środku.

Teraz jedynie hasło w reklamie
Ludziom pamięcią na wieki zostaje.
Z tych źródeł czerpią, tak bawią się.
Poezja zbyt trudną, nie znają jej.

Przecież to cudne, umieć napisać.
Ale trudniejszym jest umieć przeczytać.
Na wszystko potrzeba zwyczajnie chęci.
Ale ten świat zbyt prędko pędzi.

To nie pasuje do naszych czasów.
Teraz przystaje żyć wśród hałasu.
Wejść między ludzi, co głośno krzyczą.
Podążać z nimi, nawet gdy ryczą.

Stąd moje lęki.
Stąd moje obawy.
Ja tak nie umiem.
Nie czuję tej sprawy.

Żółwia skorupa wyśnionym domem.
Schować się szybko, przed pewnym ciosem.
Tak. Tchórzę. Przed życiem uciekam.
Ale ja widzę, że tam jest przepaść.

Nie znam stworzenia. Chyba żadnego,
Które bez skrzydeł podejdzie do tego.

 

Przebiegunowanie

13 sty

Przebiegunawenie pola magnetycznego Ziemi.

      Ostatnio coraz więcej można dowiedzieć się, że to co datowano na 2012 rok, nastąpi.
A o czym mowa? Nie o końcu życia na Ziemi. Nie o kolejnych kataklizmach. Nie o efekcie cieplarnianym. Nie o wymieraniu gatunków, ani nawet nie o zamachach terrorystycznych. Mowa o cyklu naszej planety.
      Cykl według badaczy różnych dziedzin nauki, trwa około 2000 lat. Tylko niezbyt dokładnie można określić, która data jest, była lub będzie najwłaściwszą zjawisku. Wiemy na pewno, że ulec mają zamianie bieguny magnetyczne Ziemi. Nie wiemy w jaki sposób odbije się to na jej mieszkańcach. Człowiek w swej naturze przywykł do interpretacji. Niektórzy przeszacowują mające nastąpić zjawisko, inni niedoceniają jego znaczenia. Są też tacy, którzy o nim nie wiedzą. Ale można popuścić wodze wyobraźni.
      Wyobraźmy sobie taki scenariusz:  przeciętny Kowalski wstaje rano, udaje się na poranne ablucje, napuszcza wody do wanny, wchodzi i… I nic. Jeszcze nie dostrzegł zmian. Spogląda w lustro, nadal wszystko na swoim miejscu. Wyjmuje z szafki odruchowo tabletkę leczącą syndrom dnia następnego, i… przeżywa szok! Nie ma kaca! Nie musi jej brać. Wącha, stwierdza, że ładnie pachnie, następnie z nieukrywanym żalem wylewa eliksir do umywalki. Przygląda się spływającej cieczy. Nie odrywa wzroku od ścieku. Do ostatniej kropli obserwuje, po czym wychodzi najzwyczajniej z pomieszczenia. Przygotowuje sobie mocną kawę, włącza radio i… nic. Nie ma różnicy. Nie musi się niepokoić. Dopija kawę, zakłada pamiątkową omegę na przegub ręki, nakręca. Rytualnie popukuje w szkiełko, przykłada do ucha. Gdy tykanie zegarka wyraźnie słyszy, zadowolony wychodzi z domu. Wsiada do swojego nowego priusa, odpala i… szok! Nie może wyjść ze zdumienia! Jak to się mogło stać? Samochód odmówił posłuszeństwa! Spogląda na omegę. Jak mógł wcześniej nie zauważyć, że w ulubionym zegarku zepsuł się mechanizm? Wściekły wychodzi z osiedla. Przeżywa niewyobrażalne rozczarowanie. Widzi tłum ludzi na przystanku. Nie wierzy własnym oczom ale gorzej, że autobusu nie ma. Kołowy ruch zamarł. Żadnych dźwięków dookoła. Bezkres marazmu. Kowalski jest odważny i znany z odpowiedzialności. Nigdy do pracy się nie spóźnia. Zawsze uprzedza o tej haniebnej sytuacji. Wyjmuje telefon z kieszeni płaszcza, wybiera numer i… nic. Telefon działa, sieci nie ma. W tym momencie czerwienieje na twarzy ze złości. Wybiera pieszą wędrówkę. Do pracy ma dosyć blisko, może zdąży. Idzie. Z każdym kolejnym krokiem czuje się coraz bardziej ociężały. Świat dookoła nie wygląda ciekawie. Niby nic się nie zmieniło, ale samochody nie jadą. Samoloty nie latają. Telefon nie działa. A radio? Teoretycznie słuchał go przed wyjściem. Ale czy na pewno?
     Właśnie. Nic nie jest pewnym. Może to kac Kowalskiego? Może to jego sen? Może, może, może. Wszystko w domniemaniu. A co jeśli nie? Czy zauważymy, że wir wody zmienił swój kierunek? Jeśli przyjdzie nam przeżyć przebiegunowanie Ziemi, może doczekamy niebagatelnych zmian w funkcjonowaniu człowieka? Może pozytywnych, bo nie musimy zaraz tracić. Kowalski przed zmianą miał pozycję, majętności, wszelkie dobrodziejstwa Świata, a jedyną udręką był jego kac co rano. Od zmiany pola magnetycznego Ziemi, rozpoczął nowy etap w swoim życiu. Taki, którego dotychczas nie doświadczył. Ta wizja pozytywnie zakrzewia człowieka na przyszłość, pod warunkiem, że nie jesteśmy Kowalskim.