RSS
 

Zła wola

16 maj

– mechanizm plotki a społeczne wykluczenie

 

Temat obecnie wrażliwy, bo kolejne rządy szumnie przeciwdziałają wykluczeniu. Niestety nie przeciwdziałają plotce, jej używają sprawnie przeciwko obozom sprzecznym. Cóż, nie bez kozery przyrównano politykę do dziewek sprzedajnych, zasadniczo nie ma co roztrząsać, trzeba nad tematem przejść do “porządku dziennego”. Określenia z plenum KC PZPR zna cała Polska, więc tekst raczej zrozumiały i nadal używany.

Aktualnie Polska żyje polityką, jak na czas dekomunizacji przystało, więc narastają plotki. O ile łatwo jest podać dementi w przypadku dysponowania mediami, o tyle pozostaje on poza możliwościami przeciętnego Polaka, bo na podobne próby czeka odpowiedni wydział walki z (?).

Pomijam tu rangę możliwości poznawczych Kowalskiego, z powodu ich ograniczonego zasobu, tudzież znaczącego braku. Skłonność nadrzędną i determinującą, dominującą w społeczeństwie, czyli ogromną chęć powielania treści, które wykluczono spod możliwości sprawdzenia.

Wystarczy że ktoś delikatnie mądrzejszy od własnego słuchacza, lub pozornie uznany za autorytet, wystawi etykietę osobie trzeciej, by w danej społeczności pogrążyć ją w bezkresie ubóstwa.

Nie istnieje wówczas prawda, bo nie intencje się liczą, a efekty. To powiedzenie niejeden sen z oczu przepędziło skutecznie, lecz w świecie wyrażonym przez efekty policzalne pieniądzem, może pozostać bez pomocy każdy, kto został plotką poniżony, bo tej nie udowodnimy.

Gdy plotka powstała w przeddzień niekorzystnych dla nas zdarzeń, to właśnie miała na celu, żeby nikt nie pomógł, a kiedy dotarła do nas, możemy śmiało spocząć za życia we własnej mogile. Nic nie szkodzi że posiadamy dokumenty dowodzące naszej krzywdy z lat ubiegłych, plotka rośnie i jest powielana.

Doskonałość mechanizmu plotki leży w tym, że po pewnym czasie wszyscy potwierdzą pod wariografem jej prawdę, bo uważając siebie za jedyny i nieomylny autorytet, aż tak silnie wierzą w siebie. Chcą prawdy dla własnej myśli, nie dostrzegają w ogóle plotki, a jedyną „obiegową prawdę”. Zrobią wszystko, by dowieść swojej nieomylności. Umrą dla własnej prawdy.

Jaką wściekłość wywoła wtedy w nich zderzenie z dokumentem omylnego myślenia? Nie uwierzą w swoją niekompetencję, bo ona udowodni ich głupotę. Są sobie autorytetem, powinni być uznani przez innych. Tego oczekują, uznania dla wyjątkowej mądrości. Prospołeczni orędownicy jedynej (własnej) wersji zdarzeń. Tu wystarczy zerwać z delikwentem kontakt, aby móc gromadzić dokumenty stalkingu. Będą na pewno, bo hamulców podobne unikaty nie mają.

Tylko co poradzić na sytuację, w której głupcem in folio zaczyna być osoba społecznie uznana za autorytet?

Co powinno zrobić otoczenie, kiedy oszust i złodziej był lokalnym autorytetem, a chcąc odciągnąć oczy innych od siebie, wskazał celowo kogoś innego?

Dowody jego zbrodni nie istnieją, bo wiedząc o ich potencjalnej szkodliwości, usuwał je na bieżąco. Wiedział i widział wszystko, miał zaufanie, więc nie uwierzy nikt w zarzuty przeciwko niemu. Taka tam, wersja współczesna oficera prowadzącego.

Ten człowiek wśród innych, niczym potulny i dobrotliwy staruszek, pozostanie pamięcią krzywdy u każdego, kogo chciał i wykorzystał do własnych celów. Pod wszakże jednym warunkiem: Jeśli jego ofiary pozwolą mu dożyć sędziwego wieku.

Za celowe wywołanie ubóstwa u kogoś innego, nie odpowie nigdy, bo dowody niszczył. Te akurat najłatwiej. Polskie prawo jasno stanowi karę dla pomówień, stalkingu i składania fałszywych zeznań. Tylko jednego w nim nie ma, wystarczającego dowodu. Czym może takowy być, skoro Policja odmawia wyjazdu do włamań?

Nie wiem czym, nie wiem skąd i nie wiem gdzie, bo nic nie wystarczy. W tym kraju nawet nasz dowód osobisty niczego nie dowodzi, gdy zdjęcie nadmiernie odmładza; odchudza; postarza. Już nie patrzy się na cechy szczególne czaszki, tylko powierzchownie, po atrakcyjności.

Wykluczenie społeczne to nie tylko brak jedzenia, środków do życia, ale nadmiar obaw przy wyjściu z domu. To jest psychoza strachu przed bezprawiem wśród ludzi, bo zawsze wystawiane są etykiety na tych, którzy nie przepadają za mówieniem o sobie, piciem i upokarzaniem innych. Tym samym zyskują czystość sumienia przed sobą samym, ale po czasie zyskując najgorsze miano, wkraczają w inny wymiar społecznego wykluczenia. Tego, które jest celowo niezauważalne, bo dla biernych obserwatorów oznacza paragrafy za klapki na oczach.

W Polsce łatwiej patrzeć tak, by nic nie kosztowało. To, co jest naprawdę passé, rzadko kiedy zbiega się z modą, więc jak ktoś pije, wszyscy piją, a jak ty nie pijesz, znaczy że kłamiesz, bo albo przestałeś przez zdrowie, albo jesteś zaszyty, albo jeszcze alkoholizmu nie udowodnili. Stała metoda wnioskowania, przenieść ją można na każdą oktywność. Z podobnego myślenia najłatwiej uczynić plotkę.

Starą metodą jest wnioskowanie rodem z PRL-u: Jak nie pijesz, donosisz, a jak nie donosisz, kradniesz.

Czego wtedy nie było a być powinno?

Wyrozumiałości dla rogatywki spod harcerskiego munduru. Do wszystkich Zuchów, Druhów i Druhen: Czuwaj!

Może jednak wypijmy?

~~~© by Agar~ 16 maja 2017 r.~

 

Tags:

Dodaj komentarz